ROBALE!

 Na początku czerwca postawiłam sobie cel - przestanę bać się robali, chociaż w najmniejszym stopniu. Moja fobia była ze mną odkąd pamiętam. Bałam się wychodzić na dwór, bo tam były robaki. Najgorsze były dla mnie pszczoły, osy, bąki, szerszenie i trzmiele. Z wiekiem to grono insektów na mojej czarnej liście zaczęło się powiększać. Uwielbiałam chodzić do lasu (z resztą nadal uwielbiam), jednak tam napotykałam jedyną rzecz, która mnie stamtąd wypędzała. ROBALE. Było ich pełno, siadały na mnie, pełzały po mnie. Wybiegałam z lasu z krzykiem i płaczem.  
Właśnie dlatego chciałam zapanować nad moją fobią, żeby ze spokojem i przyjemnością chodzić do mojego ukochanego miejsca.
 W ostatni miesiąc roku szkolnego wraz z moją mamą założyłyśmy ogródek, zawsze o tym marzyłyśmy, ale zawsze było za mało czasu czy pretekst do tego, żeby nie podlać roślinek. W tym sezonie udało nam się. Przyznam, że była to ciężka praca, przenoszenie kilkukilogramowych donic, schylanie się, zgięta pozycja, która niezbyt dobrze wpływała na moje plecy. Jednak ból mija, gdy patrzę na efekty. Kiedy tylko kwiaty rozrosły się lub powyrastały spod ziemi serce się radowało.
 Po za ładnym wyglądem podwórka znalazł się jeszcze jeden plus - zaczęłam doceniać i akceptować robaczki. Ba! Zaczęłam się nimi fascynować, ich małe kończyny, skrzydełka, sto par oczu, wygląda to jak inny świat. 
 Dzięki temu teraz, gdy koło mnie przelatuje insekt nie piszczę i nie wymachuje rękami, a jedynie czekam aż przeleci obok.
Praca w ogrodzi niezwykle mnie wciągnęła, zaczęłam planować nowe grządki i komponować zestawy kwiatów.
 Co prawda nadal są owady, których się brzydzę i ciężko by było mi jakiegoś wziąć na rękę. Nadal ciężko mi zaakceptować pajęczaki. Owszem, gdy są to małe pająki i mało owłosione, np.: patyczaki to nie panikuję tak jak kiedyś. Jednak, gdyby były to tarantule czy inne tropikalne paskudztwa spawa wyglądałaby zupełni inaczej. Podziwiam więc ludzi, którzy posiadają takie pająki i bez obaw trzymają je na rękach.
 Najbardziej zafascynowały mnie ważki i ćmy. Podzielona na segmenty lub owłosione ciałko to coś dla mnie niespotykanego. Aż dziwnie pisać o czymś co wywoływało u mnie wstręt tak pozytywnie.
 Każdemu kto boi się robaków wszelkiego kalibru polecam prace w ogrodzie. Kiedy jednak nie macie dostępu do działki, bo mieszkacie w bloku polecam chociażby małą roślinkę na balkonie. Bądź częste wyprawy na łono natury z kimś bliskim. Może nie będzie to tak szybka zmiana jak u mnie, ale może poprawi to wasze nastawienie do małych, owłosionych, czasem dziwnych, obślizgłych istotek.
 A więc, cel na czerwiec - zaliczony!


Instagram: filozofiara
Snapchat: edyta.tito

5 komentarzy:

  1. Ja cały czas boję się wszelkich robali i trudno będzie to przełamać.
    m-artyna.blogspot.com-KLIK!

    OdpowiedzUsuń
  2. Powodzenia w postawionym celu :) wierzę że ci się uda :) ja też się kiedyś bałam robali, już wiem że nie ma czego :)

    Kiudlis.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  3. Również boje się " robali " najbardziej pająków... Fuuu. Chyba nigdy się z tego nie wyleczę. :D

    OdpowiedzUsuń
  4. Też się boję niektórych żyjątek, że tak powiem! :D
    Mój blog
    PS: odpowiadam na komentarze i obserwacje :)

    OdpowiedzUsuń
  5. I to w jaki nieskomplikowany sposób pokonałaś swoją fobię. Ja nie lubię wszystkiego, co lata: począwszy od motyli kończąc na gołębiach. Mniejsze owady, takie jak pszczoły czy bąki nie robią na mnie wrażenia. Ale dodatkowo nie lubię pająków. O! Tutaj to mam prawdziwe obrzydzenie pomieszane z lękiem. Ostatnio też zauważyłam, że brzydzę się dżdżownic, gdzie nigdy wcześniej nic takiego nie miało miejsca. Z wiekiem człowiek głupieje :D

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2016 Filozofie do kotleta... , Blogger