MOJE ZIÓŁKA - Czyli czemu mnie nie było?

Brzmi jakbym wpadła w jakiś układ narkomański, przygrzała i z tego powodu nic nie pisałam. Oj pisałabym, i to ile! A jak!
 Na początku października udałam się do lekarza. Przez cały wrzesień bardzo źle się czułam. Gdy wchodziłam na drugie piętro w szkole dostawałam zadyszki, nie mówiąc już o wychowaniu fizycznym, gdzie kilka razy zasłabłam i z sali gimnastycznej trafiłam do gabinetu pielęgniarki. Wykonała podstawowe badania: zmierzyła mi ciśnienie, temperaturę i ogólnie obejrzała. Później rozmawiałyśmy, powiedziała, że muszę jak najszybciej iść do lekarza rodzinnego, co z resztą zalecała mi już w ubiegłym roku. Poszłam do lekarza i dostałam skierowanie na morfologie, czego najbardziej się obawiałam. Poszłam do przychodni cała zestresowana. Jednak wszystko odbyło się bardzo szybko. Na pamiątkę został mi wielki siniak, który utrzymywał się przez następny tydzień. Jadąc autobusem ciężko było mi zgiąć rękę.
 Jako rasowy samobójca nie wzięłam zwolnienia z wychowania fizycznego i zapomniałam, że był zapowiedziany test Coopera. W skrócie - jest to 12 minut ciągłego biegu. W różnych szkołach różnie to wygląda, u nas trzeba ciągle biegać w swoim tempie. Jeżeli się zatrzymasz kilka razy lub chodzisz - masz obniżaną ocenę, jest to zależne od częstotliwości. 
Cztery kółka przebiegłam bez większego problemu, na piątym zaczęło robić mi się słabo, szóste, siódme - zatrzymałam się. Pochyliłam głowę i głęboko oddychałam. Pani kazała mi maszerować. 
W szatni odczytywała oceny. Edyta - pozytywny. To mnie zdziwiło. Liczyłam na to, że będę musiała zdawać ten test jeszcze raz, gdy będę czuć się lepiej.
 Pod koniec tygodnia przyszły wyniki, poszłam z nimi do lekarza. Wszystko w normie. WSZYSTKO, Jak? Byłam okazem zdrowia, a mimo to ciężko było mi wejść po schodach. Doktor powiedziała, żebym otworzyła buzię i wywaliła język. 
"No, droga panno. Czym ty się tak stresujesz?" Tak, byłam osłabiona przez stres. Przypisała mi aż siedem ziół do picia. Miały być na dobrą pracę serca, bo często mi kołotało, na spokojny sen, uspokojenie oraz na trądzik. Stwierdziłam, że to o wiele lepsze niż łykanie końskich tabletek. 
Po tygodniu miałam zioła. Zmieszałam je według zaleceń lekarki.
Jedna miarka: bratka polnego, kozłka lekarskiego, mniszka, serdecznika, przywrotnika i lawendy, a owocu głogu dwie miarki. Wszystko wylądowało w słoiku po majonezie z ozdobnymi tasiemkami. Przygotowałam jedną porcję herbatki. Była nawet smaczna, a może po prostu z ekscytacji moja podświadomość zmieniła smak? Druga porcja następnego dnia była inna, smakowała jakoś dziwnie. Czułam smak innych ziół. Trzecia. Zaczęłam czuć, że ta kuracja działa, skóra wyglądała lepiej, ale to był jedyny skutek picia tej herbaty. Włosy nadal wypadały mi w ogromnych ilościach i nadal chodziła zestresowana, przynajmniej mogłam wchodzić normalnie po schodach.
Nie chciałam już dalej pić tej herbaty, rozstrajała mnie fizycznie. Przychodziłam do szkoły i była pobudzona, a po krótkim czasie byłam senna. Mój układ pokarmowy tez nie był pokojowo nastawiony do tej kuracji.
 Zaczęłam czytać opisy każdego z ziół - wcześniej tego nie zrobiłam, nawet ze zwykłej ciekawości, po prostu od razu je zmieszałam. Czytałam zastosowanie na każdej paczce i śmiałam się. Były one przypisane mi z tą myślą, żebym się wyciszyła i nie stresowała się. Oto jakie działania miały działania:
Bratek polny - ziele to stosuje się przy zmianach naskórnych, np.: trądziku. Używa się go również w chorobach układu moczowego - kamica nerkowa czy zapalenie pęcherza moczowego.
Mniszek lekarski - oczyszcza organizm z toksyn.
Serdecznik - stosuje się go w chorobach serca, szczególnie o podłożu nerwowym, pomaga w nadciśnieniu.
Przywrotnik - stosuje się go w przypadku problemu z biegunką, działa moczopędnie, likwiduje wzdęcia, reguluje cykl menstruacyjny i zmniejsza krwawienie podczas miesiączki.
Owoc głogu - poprawia ukrwienie serca, stosuje się go w problemach z nadciśnieniem i chorobach serca oraz układu krwionośnego.
Lawenda - działa uspokajająco i relaksacyjne, pomaga w problemach ze snem.
Kozłek lekarski - zmniejsza napięcie, uczucie niepokoju i stresu. Pomaga w zaśnięciu.
 Poprzednią mieszankę wyrzuciłam do kosza, tak samo jak mniszka, przywrotnika i serdecznika. Niestety serdecznika nie powinno podawać się osobom poniżej 18 roku życia, dlatego powędrował on w łapki mojej starszej siostry. Zrobiłam nowa mieszankę. Zamiast siedmiu ziół trzy i pół - bratek polny, lawenda, kozłek lekarski i odrobinkę owocu głogu, żeby pikawa mi nie wyleciała z klatki piersiowej. Wypiłam pierwszą filiżankę. Smak był do wytrzymania, za drugim razem dodałam kilka łyżek zwykłej czarnej herbaty.

W pewnym momencie nawet kolorowe tasiemki nie zmieniały smaku herbaty. W pewnym momencie całkowicie się do niej zraziłam. Smakowała, pachniała i wyglądała paskudnie. (Zdjęcie wyżej przedstawia mieszankę nowej herbaty.)
A jak zadziałało?
Z pewnością lepiej czułam się po takiej wersji niż po tej, którą przypisał mi lekarz. Miałam pić siedem ziół, które działały na mnie wręcz toksycznie, przez miesiąc? Nie dziękuję.
A jak czuję się teraz?
Cóż, trudno powiedzieć. Kuracja trwa chyba zbyt krótko, żeby zaczęła przynosić skutki.
 Cała historia do teraz jest dla mnie zabawna, a jednocześnie przerażająca. Skoro zaledwie po kilku filiżankach herbaty przypisanej przez lekarza miała paskudne skutki uboczne, który nie powinny wystąpić to co by się stało, gdybym piła ją dłużej? Wolę nawet o tym nie myśleć.

 I dokładnie przez TO nic nie pisałam przez dokładnie 31 dni - miesiąc. Mój nowy rekord, łał...
Stwierdziłam, że nie będę pisać w wyznaczone dni. Mam za dużo wszystkiego. Zaczynam się wypalać, nie mam pomysłów. Znaczy mam, ale one są banalne. Nie dla mnie. Muszę pomyśleć co chcę dalej robić z blogiem. Przez te wszystkie 31 dni, gdy nic nie wstawiałam, nie miałam dnia, podczas którego nie miałabym wyświetlenia. Codziennie coś, minimum to były dwa wyświetlenia. Dostałam jeszcze dwa komentarze. Tak późno zabrałam się za dokończenie tego postu, ponieważ ni stąd ni zowąd liczba dzisiejszych wyświetleń dobija mi do stu (o 22:17 dokładnie 105). ŁAŁ. Nie wiem co się dzieje. Za długo mnie nie było. Żeby nie było, że znikam na nie wiadomo ile...
...do zobaczenia!

10 komentarzy:

  1. Współczucia, i zdrowia życzę.

    OdpowiedzUsuń
  2. Życzę szybkiego powrotu do zdrowia :* !
    Obserwuję, świetnie piszzesz <3


    http://ink-your-think.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  3. Obyś szybko wróciła do zdrowia i mogła w pełni cieszyć się życiem. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  4. WOW! Współczujemy Ci kochana :/ Życzymy szybkiego powrotu do zdrowia, bo ta choroba na nic nie jest tu potrzebna ;) Buziaki kochana ;*

    OdpowiedzUsuń
  5. Bardzo ciekawy post i zdrowiej!
    Pozdrawiam i zapraszam do siebie.

    http://wiktoria7olczak.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  6. Stres, jak ja dobrze to znam, u mnie między innymi on wywołał anemię, z której już bardzo długi czas nie umiem wyjść mimo zmiany diety, suplementów i zajmowania się swoim zdrowiem o wiele dokładniej, niż kiedyś. Z całego serca trzymam za Ciebie kciuki, mam nadzieję, że uda Ci się wrócić do pełni zdrowia ;)


    Życzę Ci magicznego dnia,
    http://kobieta-czarujaca.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  7. Ojejku bardzo ci współczuje!
    Zyczę szybkiego powrotu do zdrowia
    Trzymaj się kochana

    OdpowiedzUsuń
  8. Osobiście nienawidzę być chora :( Życzę szybkiego powrotu do zdrowia!

    natalianowotna.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  9. Szybkiego powrotu do zdrowia. Stres to coś okropnego , ale cóż nic na to nie poradzimy . :)

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2016 Filozofie do kotleta... , Blogger